|
 | Powiedz mi, co robić v/s naucz mnie myśleć | Byłbyś zszokowany odkrywszy ilu rzeczy tak naprawdę nie wiem, ale wiem to, co wiedzieć warto. G. MacDonald. Ilu z nas jest gotowych przyznać się do swojej niewiedzy przed członkami naszych grup? Z duchowym mlekiem wyssaliśmy zdaje się przekonanie, że osoba stojąca na czele jakiegoś stadka znanego pod bardziej popularna nazwą „grupa młodzieżowa” musi być jednostką kompletnie oświeconą, wyposażoną w wiedzę, którą to teraz za pomocą zdolności przywódczych i dydaktycznych będzie przekazywać dalej. Czy może się mylę? Pozwólcie więc, że zadam pytanie: czy zdarzyło Ci się kiedyś czuć się winnym, że nie znałeś odpowiedzi na zadane pytanie? Odczuć zazdrość, kiedy ktoś inny na prowadzonym przez Ciebie spotkaniu podzielił się błyskotliwym przemyśleniem, które przecież powinno było wypłynąć z Twoich ust jako lidera? Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie na to, żeby głośno przyznać; to, co powiedziałeś naprawdę mnie dotknęło.
Ośmielę się stwierdzić, że jako liderzy stale stajemy przed wyzwaniem, pokusą, aby przedstawiać racje biblijne na zasadzie aksjomatu, jako spójne, składne i do połknięcia jak pigułka. Ale może są tacy ludzie, którzy przez sam fakt poszukiwania Królestwa Bożego są bliżej niego niż ci, którym się wydaje, że od wielu lat są jego mieszkańcami. Jezus mówi, że mamy iść i nauczać, nie – osiąść i założyć szkołę. Zachęca do ruchu na świeżym (w pomysły i punkty widzenia) powietrzu, co jest zdrowe dla nas i dla innych, którzy do nas dołączają po drodze. Jedynie będąc w ciągłym ruchu nie skamieniejemy
Ruch. Myślę, że funkcja lidera grupy jest bliższa trenerowi drużyny piłkarskiej czy też instruktorowi tańca niż nauczycielowi w szkole. Mam nadzieję, że każdy z was, choć raz brał udział w takim treningu czy też lekcji tańca, bo w lekcji szkolnej jak przypuszczam brali udział wszyscy. Chyba nie muszę wyjaśniać, na czym polega różnica w odbiorze; przypomnijcie sobie. Tylko, że teraz to właśnie my jesteśmy postawieni z drugiej strony barierki jako ci inspiratorzy i zagrzewacze do ruchu. I nagle okazuje się, że stanięcie za biurkiem z kawałkiem kredy i gotowymi notatkami jest bardzo kuszącą perspektywą. Jak myślisz? Kiedy stajesz przed swoją grupą z jakimś tematem to przypomina to bardziej lekcję tańca czy wykład z historii? O czym wtedy myślisz? Czego się boisz? Tak, wiem, bardzo ładnie to brzmi, tyle, że aby być instruktorem tańca trzeba najpierw nauczyć się tańczyć a nie tylko przeczytać książkę o krokach tanecznych. Jakub ostrzega nas, że mamy być „wykonawcami słowa a nie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Oszukującymi, że co? Czy to znaczy, że, że wiedza wystarczy?
To tego człowieka – Jezusa Chrystusa mamy poznawać a Biblię traktować jako narzędzie, które nam ku temu posłuży – nie dla teorii czy dogmatów. G. MacDonald
Ale przecież jesteśmy pod ciągłą niewidzialną presją oczekiwań. Oczekiwań bycia wzorem, przykładem, zorientowanym w sytuacji. Wiemy o tym świetnie. Sami tę presję na siebie włożyliśmy. I tu wracamy do pytania - do czego zaprasza nas Jezus? Do robienia wykładów czy do podróży, która jest przygodą?
Jeśli istnieje coś takiego jak prawda to każda wątpliwość jest jak odcisk palca wskazujący na miejsce jej zamieszkania. Myślę, że często nie docenimy „naszych ludzi” i prawdy. Wydaje nam się, choć pewnie nie powiemy tego głośno to jednak nasz styl służby powie to za nas, że widzimy siebie jako adwokatów Pana Boga, z teczką, traktatami i gotowymi rozwiązaniami na każdą „strzałę ognistą” szczerej lub złośliwie wypowiedzianej wątpliwości. Trochę jak przyjaciele Hioba, trochę jak Piotr, który w obronie Jezusa gotów był obciąć żołnierzowi ucho. Obyśmy to my nie poobcinali uszu, tym którzy są ciekawi świata. A może zaryzykować i dać miejsce na wątpliwości i niewygodne pytania. Bo, dla kogo one są niewygodne? Dla nas, a nie dla Boga. Bóg nie oczekuje od nas, że będziemy Jego adwokatami, nie wpada w popłoch, kiedy wypowiada się na Jego temat śmiałe obrazoburcze poglądy (patrz Księga Hioba), być może dlatego, że można ośmieszyć jedynie jakiś obraz, który Bogiem nie jest, a jest jedynie naszym wyobrażeniem, ograniczoną imitacją. To my w takich chwilach drżymy; a może to są dobre chwile, kiedy upada jakiś nieprawdziwy obraz, żebyśmy mogli trochę wyraźniej zobaczyć Prawdziwego Jego.
Jeśli chcemy być uczciwi wobec siebie i naszych podopiecznych to musimy ich nauczyć jak myśleć i ścigać to, co niedoścignione, być poszukiwaczami, odkrywać jak zacząć rewolucję przeciwko status quo. Przekazać narzędzia i cechy, a nie tylko wiedzę. Patrz jak używam skalpela, spróbuj sam, a ja popatrzę jak ci idzie. Pomóc dostrzegać różne odcienie szarości, różnorodne kąty widzenie, wzniesienie się ponad obrazek i spojrzenie na niego z „lotu ptaka”.
Bóg chyba lubi jak pobudzamy innych do myślenia. Teologia, definiowana może bardziej przyjaźnie jako „dociekanie na temat Boga” powinna być traktowana jak wyprawa w poszukiwaniu prawdy i piękna w chrześcijaństwie a nie zakuwanie regułek. Nie bójmy się prawdy, nie podawajmy na talerzu odpowiedzi a raczej zagadki. Pytania zachęcają do poszukiwań, gotowe odpowiedzi – do robienia skrzętnych notatek, które być może zapisane w szczerych intencjach zostaną zapomniane wciśnięte w zakamarki umysłu nigdy nie znajdując drogi do centrum, naszego serca.
Odkrywam, że właściwie postawione pytanie jest sto razy cenniejsze niż właściwie dobrany werset. Jezus coś o tym wiedział. Zwróćcie uwagę ile razy w dyskusjach posługuje się gotowymi rozwiązaniami, a ile zadaje pytań. I jakie to są pytania? Ale to jest trudne, to zmusza mnie do myślenia, do zamknięcia ust i słuchania. Uważnego słuchania. A przecież mam tyle do powiedzenia, tyle cennych rzeczy, które członkowie mojej grupy powinni usłyszeć, inaczej nie urosną. No dobrze, załóżmy, że mam jednak rację, wtedy pojawia się jednak pytanie-wyzwanie a mianowicie: Skąd się biorą dobre pytania? Skąd się biorą takie pytania, które zapraszają do „tańca z Bogiem” zamiast do robienia notatek o tym, na czym polega taniec. I teraz zaprzeczyłabym sama sobie dając wam odpowiedź na to pytanie. Zadam więc inne, pomocnicze; a skąd się wzięły u Jezusa? Co nam o Nim mówią? I jeszcze jedno. Po co Mu one były zakładając, że nie było w nim cienia niewiedzy czy też niekompetencji, dlaczego ktoś taki jak On miałby „kryć się” ze swoją mądrością? I co to właściwie jest mądrość, z czym to się je i czym to się różni od wiedzy? Może Jezus pamiętał o czymś, o czym my zapominamy; że to nie o nas w służbie chodzi? Jeśli nie, to o co? |
|